Jaka przyszłość Rad Osiedli we Wrocławiu? Podyskutujmy.

Zapraszamy na panel dyskusyjny nt. przyszłości Rad Osiedli we Wrocławiu pt. „Posprzeczajmy się o Wrocław”, który odbędzie się 15 listopada 2016 roku w Sali sesyjnej Rady Miasta, ul. Sukiennice 9, od godz. 17.

W obliczu propozycji władz Wrocławia dotyczących zmian w ordynacji wyborczej do Rad Osiedli, zbliżających się wiosennych wyborów do Rad Osiedli oraz pojawiających się różnych koncepcji przyszłości funkcjonowania tych jednostek pomocniczych w naszym mieście, dostrzegamy potrzebę nawiązania wzajemnego dialogu w tych sprawach. Dlatego organizujemy otwarty panel dyskusyjny, podczas którego każdy zainteresowany będzie mógł zabrać głos i przedstawić swój punkt widzenia, a także swoje sugestie dotyczące przyszłości Rad. W szczególności zapraszamy przedstawicieli Rad Osiedli we Wrocławiu, Rady Miasta oraz członków lokalnych społeczności.

Wyprzedzając potencjalne pytanie, dlaczego wydarzenie organizujemy tak szybko i w tak krótkim czasie?

Odpowiedzią są podjęte działania włodarzy Wrocławia w sprawie proponowanej zmiany ordynacji wyborczej do Rad Osiedli, o których opinia publiczna, w tym również my, dowiedziała się w zeszłym tygodniu z lokalnych mediów. Urzędnicy przewidzieli termin konsultacji do 17 listopada 2016 roku, a sam projekt uchwały ma być dyskutowany już podczas listopadowej sesji Rady Miasta, tj. 24.11.2016 r.. Wychodzimy z założenia, iż „nic o nas bez nas” i dlatego w kooperacji organizacji społecznych Wrocławski Ruch Obywatelski, OK Wrocław 2018, Inicjatywa WrObywatel oraz przedstawicieli miejskich radnych Platforma Obywatelska Wrocław organizujemy wspomniany panel dyskusyjny.

Podczas panelu zaprezentowane zostaną różne koncepcje przyszłości Rad Osiedli, w tym najnowsza propozycja Urzędu Miasta oraz propozycja reformy Rad Osiedli przedstawiona przez wspomniane wcześniej organizacje społeczne, którą przesyłamy w załączniku, a którą już wcześniej Państwu przesyłaliśmy.
Naturalnie prezentacje te stanowią jedynie wstęp do dyskusji.

Przewidywany program wydarzenia:
Termin: 15 listopada 2016, godz. 17

Miejsce: Sala sesyjna Rady Miasta, ul. Sukiennice 9, Wrocław

I część
Przedstawienie różnych koncepcji dot. przyszłości Rad Osiedli we Wrocławiu.

W tym propozycje Urzędu Miasta dot. zmian w ordynacji wyborczej do Rad Osiedli, a także koncepcja zmian w reformy opracowana przez wspomniane organizacje społeczne, przewidujące wdrożenie we Wrocławiu „modelu poznańskiego” opierającego się o 4 filary:
1. Ustanowienie budżetu inwestycyjnego dla każdej Rady Osiedla.
2. Wzrost środków finansowych do zagospodarowania przez Rady Osiedla do poziomu 1% budżetu miasta ogółem, z uwzględnieniem budżetu inwestycyjnego.
3. Nadanie Radzie Osiedla inicjatywy uchwałodawczej w sprawach dotyczących osiedla.
4. Zwiększenie funkcji opiniodawczej Rad Osiedla.

II część

Moderowana, otwarta dyskusja osób obecnych na sali dot. przyszłości Rad Osiedli we Wrocławiu.

Zapraszamy serdecznie,

Inicjatywa WrObywatel
OK Wrocław 2018
Wrocławski Ruch Obywatelski
Platforma Obywatelska

Postawmy na wychowanków i nie tylko, czyli co nieco o przyszłości piłkarskiego Śląska Wrocław

„O Wrocławiu pragnę marzyć, we Wrocławiu pragnę żyć
I Śląsk Wrocław dopingować i ze Śląskiem w zgodzie żyć…”

     Tak w 2014 roku rozpocząłem swój tekst pt.  „O Śląsku, Wrocławiu i pieniądzach, czyli jak to z tym finansowaniem było, jak jest i jak powinno być”. Jest 2016 rok i w tej kwestii nie zmieniło się nic, tak samo jak nie zmieniła się wymowa ówczesnego wpisu. Mam wrażenie, jakby w Urzędzie Miasta w kontekście zarządzania Klubem czas zatrzymał się w miejscu, choć na pozór zmian było bardzo wiele. Tylko problemy wciąż te same. Ostatecznie historia zatoczyła koło. To miasto znowu jest głównym udziałowcem, a finansowanie spoczywa na barkach wrocławskiego podatnika.

Niestety, gdy o Śląsku myśli się w kontekście organizacyjnym, to od wielu lat ma się wrażenie wiecznej tymczasowości, prowizorki, ciągłych pożarów do gaszenia i co najgorsze – krótkoterminowych rozwiązań. Trzeba jasno i głośno powiedzieć, że ta formuła się wyczerpała i w tym kształcie ten wózek dalej nie pojedzie, bo inaczej rozbije się o skały. Owszem, możemy roztkliwiać się nad tym, że Śląsk należy sprzedać. Jest to rozwiązanie teoretycznie najprostsze i publicznie najbardziej pożądane. Teoria ta posiada jednak jedną zasadniczą wadę – brak poważnego inwestora. Nikt poważny, a więc dysponujący odpowiednimi środkami finansowymi, wrocławskiego klubu obecnie nie chce kupić. Trzeba też spojrzeć prawdzie w oczy: żaden poważny wrocławski polityk u władzy nie pozwoli sobie na upadek największego piłkarskiego klubu w obliczu dokonanych nakładów. Można więc się obrażać, krzyczeć, protestować, ale takie są fakty. Co nie oznacza, że nic nie można zrobić, aby było lepiej. Dopóki nie ma poważnego inwestora, należy więc skupić się na właściwym zarządzaniu przedsiębiorstwem, jakim jest klub piłkarski. Co więcej nawet, jakby poważny inwestor był, to tym bardziej należy skupić się na właściwym zarządzaniu przedsiębiorstwem i windowaniu potencjalnej ceny sprzedaży. W momencie, gdy właściciele akcji jakiegoś przedsiębiorstwa głośno mówią, że chcą swoje udziały sprzedać, to ich cena rynkowa z każdą taką wypowiedzią pikuje w dół. Gdy natomiast przedsiębiorstwo generuje zyski, a przychody rosną, to poważni inwestorzy sami się znajdują. Dlaczego miałoby więc być inaczej w przypadku klubu piłkarskiego? Nie należy więc bezwiednie dążyć do sprzedaży udziałów gminy w WKS Śląsk Wrocław S.A., mając nadzieję na cud i inwestora-zbawcę, lecz traktować ten klub, jak każde rynkowe przedsięwzięcie, które powinno przynosić zyski. A wtedy kupiec znajdzie się sam.

Miasto od 2007 roku poniosło znaczne wydatki na Śląsk, czas więc najwyższy, aby te nakłady zacząć odzyskiwać. Aby tego dokonać należy zmienić perspektywę postrzegania Śląska. Jest to obecnie klub miejski, co nie oznacza, że jego istnienie ma być oparte o budżet miasta. To jest ostatni dzwonek, aby przedstawiciele właścicieli Śląska, czyli władze Wrocławia, zaczęły postrzegać klub piłkarski, jako przedsięwzięcie biznesowe. Natomiast ze względu na fakt miejskiego charakteru, to także z elementami realizacji funkcji publicznych, które Gmina Wrocław jest zobowiązana wykonywać. Czas doprowadzić do sytuacji WIN-WIN, czyli wygrywają wszyscy interesariusze: kibice, wrocławscy podatnicy, sponsorzy, władze miasta, władze klubu. Niemożliwe? Możliwe.

Śląsk Wrocław jako przedsiębiorstwo.

Największym zarzutem wobec wszelkich działań miasta w sprawie piłkarskiego Śląska Wrocław jest brak długoterminowej strategii rozwoju klubu, którą należałoby konsekwentnie realizować. Jeśli Klub nie jest obecnie atrakcyjnym towarem dla potencjalnych inwestorów, to należy dążyć do tego, aby ten fakt zmienić. Tylko zdrowa i perspektywiczna firma będzie w stanie przyciągnąć poważnych inwestorów. Należy równocześnie dążyć do tego, aby klub nie był rokrocznym obciążeniem kasy miasta, lecz na siebie zarabiał. Wówczas miasto będzie miało silniejszą pozycję negocjacyjną i będzie mogło sprzedać swoje udziały w momencie i co ważniejsze za cenę, które będzie uważało za optymalne. Czy wrocławianie oburzaliby się na udziały miasta w klubie piłkarskim, gdyby przynosiłby on zyski, a miasto dzięki nim mogłoby realizować część swoich zadań publicznych? Czy oburzaliby się, gdyby owszem miasto dotowało piłkarski Śląsk, ale jako ściśle określone dotacje celowe na realizację zadań dot. rozwoju sportu i edukacji? Jak więc to osiągnąć?

Po pierwsze WKS Śląsk Wrocław powinien mieć przyjęty długoterminowy i odpowiedzialny plan rozwoju. Póki to miasto jest większościowym udziałowcem, to model biznesowy powinien przewidywać ograniczone  możliwości finansowe. Powinien być więc oparty o wychowanków, a więc o profesjonalną akademię piłkarską. W ostatnich latach ze strony (byłego już) prezesa, szefa Rady Nadzorczej czy dyrektora sportowego Śląska słyszeliśmy wiele deklaracji, że właśnie w tę stronę zmierzamy. Niestety rzeczywiste działania wskazują, że było wręcz przeciwnie. Od 2009 roku miasto wydało na Śląsk Wrocław ok. 70 milionów złotych. A w ciągu ostatnich 3 lat do Śląska ściągnięto aż 41 graczy, z których większości w klubie już nie ma. Na początku swojej przygody ze Śląskiem (już były) prezes Paweł Żelem zapowiadał, że transfery za jego kadencji nie będą oznaczać „pieniędzy wyrzuconych w błoto”. Niestety zdecydowaną większość ruchów transferowych tak należy ocenić. Biorąc pod uwagę wysokie apanaże sprowadzanych piłkarzy oraz brak dużych wpływów finansowych z tytułu sprzedaży zawodników należy stwierdzić, iż polityka transferowa była co najmniej nieroztropna, by nie pisać, że niegospodarna. Warto również w tym aspekcie przypomnieć o sprawie Sebino Plaku, z którym najpierw nieroztropnie podpisano kontrakt przewidujący apanaże znacznie przewyższające wartość umiejętności zawodnika, a następnie, w celu zmuszenia go do rozwiązania umowy, stosowano metody zakrawające o mobbing. Teraz najprawdopodobniej będzie trzeba piłkarzowi wypłacić milionowe odszkodowanie, gdyż zawodnik wygrał sprawę przeciwko Śląskowi w Trybunale Arbitrażowym ds. Sportu w Lozannie.

Co więcej w ostatnim czasie poważnych błędów w piłkarskim Śląsku było bez liku. Wspomniana sprawa Sebino Plaku, która jest pochodną fatalnej polityki transferowej, braku konsekwencji oraz natychmiastowego cięcia wydatków. Ograniczanie kosztów to właściwy kierunek, ale co nagle, to po diable. Pozorna oszczędność może okazać się zwielokrotnionym długiem wobec piłkarza i problemem w kontekście kolejnych transferów. Klubowi grozi nawet zakaz transferowy, posiada także gorszą renomę wśród piłkarzy oraz ich agentów, którzy wyceniają potencjalne ryzyko żądając wyższych wynagrodzeń. Z donosów prasowych wyłania się obraz klubu, w którym mobbing był środkiem do osiągania celów, co nie wpływa pozytywnie na wizerunek (profesjonalnego) przedsiębiorstwa. Wielu się oburzy, że piłkarz nic nie grał i mu się takie pieniądze nie należały. Oceniając występy sportowe można się z tym zgodzić, ale jednak ktoś ten kontrakt podpisał właśnie na takich warunkach i ktoś za to odpowiedzialność ponieść powinien, a stara zasada uczciwego biznesu mówi, że umów należy dotrzymywać.

Niniejszy wpis nie ma na celu wypominania błędów, lecz wskazaniu na rozwiązania, które odmienią burzliwe relacje Klub-Miasto-Podatnik. Czas najwyższy, aby zacząć wyciągać wnioski.

1. Akademia Piłkarska Śląska, rozwój skautingu i oparcie klubu o zawodników z regionu.

Klub oparty na wychowankach, to mocny klub i takim mottem powinni kierować się właściciele Śląska. Wbrew pozorom obecna infrastruktura szkoleniowa jest bardzo skromna i niewystarczająca. Szczególnie, gdy zaczyna się sezon jesienno-zimowy. Stadion przy Oporowskiej, boiska na terenie kompleksu Stadionu Olimpijskiego i jedna Hala Oławka na Niskich Łąkach, to zbyt mało, aby mówić o komfortowej sytuacji Akademii.

Na ul. Lotniczej czy w pobliżu Stadionu Miejskiego tereny tylko czekają, aby stworzyć drugą solidną bazę treningową z nowym „balonem” pod którym pojawią się kryte boiska. Drugą, gdyż alternatywną dla kompleksu przy Stadionie Olimpijskim. A zapotrzebowanie na taką infrastrukturę wciąż jest ogromne. Każdy kto w sezonie jesień-wiosna próbował zorganizować mecz na tego typu obiektach wie, że obłożenie jest ogromne, a ceny niemałe więc komercyjnie takie inwestycje się zwracają. Natomiast posiadając tak rozbudowaną infrastrukturę w dwóch przeciwległych częściach miasta (Zalesie – Pilczyce) będzie można mówić o poważnych podstawach dla Akademii Piłkarskiej. Jest to idealne geograficzne rozmieszczenie, aby w dwóch ośrodkach szkoleniowych tworzących ostatecznie jedną całość, trenowała młodzież z całego Wrocławia i z jego okolic. Wówczas zespołów młodzieżowych mogłoby być więcej, a godziny treningów bardziej przystępne dla dzieci i ich rodziców, którzy często zapewniają im transport.

Za mało również inwestuje się w kadrę odpowiedzialną za szkolenie młodzieży. Choć jest to inwestycja długoterminowa, wymagająca dużo cierpliwości, to jednak w dłuższym okresie jest ona najbardziej efektywna ekonomicznie. Wychowankowie bardziej utożsamiają się z klubem, są też znacznie tańsi w utrzymaniu niż sprowadzani zawodnicy. Potencjalnie dają większe szanse na zyski z transferów, także w latach kolejnych po opuszczeniu klubu macierzystego, przy okazji transferów do kolejnych klubów. Warto przy okazji wspomnieć o programie Pro Junior System wprowadzonym przez PZPN, który promuje i nagradza finansowo kluby stawiające na młodzież i wychowanków. Właściciele klubu powinni więc postawić jasny cel przed zarządzającymi: stworzyć samofinansującą się machinę poprzez Pro Junior System, czyli Śląsk rokrocznie powinien być w pierwszej trójce drużyn Ekstraklasy stawiającej na młodzieżowców i wychowanków. Takie wyniki to przychód rzędu 0,6 mln zł za III miejsce, 1 mln zł za II, a 1,4 mln zł za I miejsce. Zyski te w całości powinny iść na finansowanie Akademii Piłkarskiej. Naturalnie środki te to wciąż za mało na utrzymanie profesjonalnej Akademii, ale przy zdolnych i grających wychowankach zyski z transferów to kwestia czasu. Po 4-5 latach Akademia w całości powinna się samofinansować.

Warto też pamiętać o innych aspektach. Chociażby kibice, którzy również bardziej utożsamiają się z klubem, gdy wiedzą, że gracze pochodzą z ich „dzielni”, okolicy, osiedla, miasteczka. Im większy wzrost tożsamości z klubem tym większa frekwencja, a zatem również przychody z dnia meczowego czy wpływy ze sprzedaży gadżetów klubowych. A im większa frekwencja i poczucie wspólnoty, tym atrakcyjniejsza powierzchnia reklamowa. Im atrakcyjniejsza powierzchnia, tym więcej sponsorów. Im więcej sponsorów, tym więcej przychodów. I tak dalej.

Dobrze zorganizowana siatka skautingu, to podstawa profesjonalnej Akademii Piłkarskiej. Wyłapywanie młodych utalentowanych graczy z regionu powinno być ważnym elementem budowania przyszłości klubu. W tym kontekście nie należy wyważać drzwi otwartych na oścież i po prostu skorzystać z najlepszych zachodnich wzorców. Przewidują one choćby takie szczegóły, jak rozwój edukacyjny młodego zawodnika czy życie zawodowe jego rodziców, jeśli wymaga ono wsparcia. Klub powinien więc nawiązać współpracę z wybranymi placówkami edukacyjnymi różnych szczebli, aby młode talenty miały zapewniony harmonijny rozwój intelektualny, jak i sportowy. Choć system powinien przewidywać różne szkoły tego samego szczebla, tak aby poziom edukacyjny był przystosowany do indywidualnego zawodnika. Oczywistym faktem jest, że uczniowie trafiają, np. do szkoły średniej, według swoich wyników, system więc powinien przewidywać takie aspekty. Powinna być jednak przewidziana bursa dla najbardziej utalentowanych graczy spoza Wrocławia. Ze względu na to, że większościowym właścicielem Śląska jest Gmina Wrocław, utworzenie partnerskich placówek edukacyjnych oraz organizacja miejsc w bursach dla młodych graczy Śląska powinno być ułatwione.

Klub również powinien nastawiać się na przyciąganie zawodników z regionu bezpośrednio do pierwszego zespołu. Siatka klubów partnerskich z niższych lig, zwłaszcza w miastach, w których funkcjonują wrocławskie fan cluby, powinna ściśle i aktywnie współpracować ze Śląskiem. Na przestrzeni ostatnich lat klub chwalił się podpisanymi umowami partnerskimi, ale efektów brak. Co więcej z głównej strony internetowej Śląska Wrocław nie dowiemy się czy w ogóle klub ma jakiekolwiek aktualne umowy partnerskie z innymi klubami. A to bardzo istotny aspekt funkcjonowania profesjonalnego klubu piłkarskiego, który ma ambicje być piłkarskim liderem regionu (w czym obecnie przegrywa z Zagłębiem Lubin). Dla części zawodników grających w mniejszych klubach celem będzie transfer do Śląska, dla utalentowanych wychowanków i młodych graczy Śląska, którzy nie mają jeszcze szans przebić się do pierwszego lub drugiego zespołu, będzie zawsze pula miejsc w klubach nieoddalonych od domu, w których będą mogli się wykazać i zbierać doświadczenie.

Warto też wskazać na aspekt budowania frekwencji poprzez inwestowanie w tożsamość klubu dzięki zawodnikom z okolicy. Gracze z regionu, to i kibice z regionu. Przykładowo gdy do Śląska Wrocław został sprowadzony Waldemar Sobota z MKS Kluczbork, to na stadionie widocznie wzrosła frekwencja kibiców z tego rejonu Opolszczyzny. Z drugiej strony na pewno bardziej boli, gdy Śląskowi strzela zawodnik pochodzący z Dolnego Śląska, jak Kornel Osyra w niedawnym meczu z Termalicą Bruk-Bet Niecieczą, który pochodzi z Brzegu Dolnego, ale przez Śląsk Wrocław nigdy się nie przewinął, gdyż wypatrzyło i wyszkoliło go Zagłębie Lubin.

Zagraniczni zawodnicy powinni być jedynie uzupełnieniem kadry Śląska, a nie jego filarem. Co więcej powinni to być gracze, którzy zdecydowanie robią różnicę. W innym przypadku, będziemy świadkami kolejnego „wyrzucania pieniędzy w błoto”, czyli potocznie mówiąc przepłacania za zagraniczny piłkarski szrot.

Przy okazji podejmowania kwestii młodych graczy z regionu warto jednak zadać pytania. Dlaczego Michał Bartkowiak, który uchodzi za duży talent, a gdy wchodził na boisko za trenera Tadeusza Pawłowskiego potrafił to udowodnić, został oddany lekką ręką? We Wrocławiu nie mieścił się nawet na ławkę, a teraz jest podstawowym graczem Miedzi Legnica. Kto ponosi odpowiedzialność za takie lekkie pozbycie się tego utalentowanego gracza? Czyżby zabrakło cierpliwości, pedagogicznego podejścia do młodego zawodnika? Może należało go jedynie wypożyczyć do zespołu 1 ligi, aby się ogrywał, a następnie wrócił do Śląska?

Z całym szacunkiem, ale ta sytuacja dyskwalifikuje obecnego dyrektor ds. sportu.

2. Realizacja zadań publicznych Gminy Wrocław przy wykorzystaniu WKS Śląsk Wrocław.

Skoro Gmina Wrocław jest większościowym właścicielem klubu piłkarskiego, to powinna ten fakt wykorzystywać do realizacji swoich zadań publicznych w zakresie sportu i edukacji. Jest to nieodzownie powiązane z punktem pierwszym, czyli Akademią Piłkarską Śląska, która wymaga dość znacznych nakładów inwestycyjnych. Znacznych, choć nieprzekraczających dotychczasowych corocznych wydatków miasta na Śląsk. Miasto przekazując pieniądze na Śląsk może zobowiązać klub do realizacji zadań inwestycyjnych związanych z rozbudową infrastruktury sportowej, z której mieszkańcy będą mogli korzystać, traktując to również jako inwestycję, która będzie się zwracać. Miasto może też swoją dotacją bezpośrednio pokrywać koszty Akademii Piłkarskiej, dzięki czemu rodzice płaciliby mniejsze opłaty za treningi, a sama Akademia mogłaby stworzyć więcej zespołów z niższymi opłatami, które obciążają budżet rodzin. O pożądanej i broniącej się komercyjnie infrastrukturze rozpisałem się powyżej więc należy fakt dysponowania udziałami w klubie piłkarskim wykorzystać.  Miasto mogłoby chociażby wesprzeć projekt małej ligi międzyszkolnej pod sztandarem Śląska Wrocław. Takich działań Klubu w ramach realizacji zadań publicznych można wymienić więcej, w skrócie jednak należy jasno zdefiniować, że Śląsk Wrocław to powinno być coś więcej niż tylko klub piłkarski.

3. Finanse, finanse i jeszcze raz finanse! Dywersyfikacja przychodów.

Nie da się ukryć, że obecne wyniki finansowe Śląska są wysoce niezadowalające. Śląsk Wrocław jest marketingowym ewenementem, niestety w negatywnym sensie. Przychód z umów sponsorskich stanowił jedynie 9% przychodów ze sprzedaży i wynosił jedynie 1,7 mln zł, z czego część tych przychodów pochodzi od miejskich spółek, czyli jest to kolejne zawoalowane przekazanie miejskich środków.

Fatalnie przedstawia się również suma przychodów ze sprzedaży produktów klubowych, która w 2015 roku wynosiła jedynie ok. 439 tys. zł, a w 2014 wynosiła marne 326 tys. zł. W porównaniu do innych klubów Ekstraklasy jesteśmy dopiero na 11 miejscu klasyfikacji wartości przychodów ze sprzedaży klubowych akcesoriów. Wyprzedza nas chociażby mały Lubin, gdzie sprzedaż wynosiła w 2015 roku 496 tys. zł. Przypomnijmy w Lubinie mieszka ok. 75 tys. osób, a we Wrocławiu ponad 630 tys.., a i fan clubów Śląsk posiada więcej. Dla porównania przychód z tego tytułu w Lechu Poznań wynosił w 2015 roku prawie 8 mln zł, a w Jagielloni Białystok 1,2 mln zł. Dramat.

Niewykorzystany potencjał Śląska jest więc porażający.

Największą częścią budżetu klubu są wpływy z tytułu transmisji z TV, które w 2015 r. wyniosły 10,5 mln zł, co stanowiło prawie połowę przychodów klubu w 2015 roku. Biorąc po uwagę niestabilną piłkarsko formę Śląska, a także system Ekstraklasy, gdzie w rundzie finałowej może dojść do sytuacji, że spada zespól, który rundę zasadniczą skończył na 9 miejscu (tak jak Podbeskidzie w poprzednim sezonie) jest czym się martwić. Jeśli Śląsk spadnie, przychody klubu także znacznie spadną i sytuacja finansowa stanie się dramatyczna.

Jednak klubem należy zarządzać tak, aby bez względu na wynik sportowy on zawsze co najmniej zarabiał na siebie. Nawet w obliczu degradacji do niższej ligi. Lecz aby tak się stało, klub powinien być oparty na Akademii Piłkarskiej, ale to plan długoterminowy i rozpisałem się o nim powyżej. Po kilku latach konsekwentnej polityki jednak widmo degradacji nie powinno być takim zagrożeniem dla finansów klubu, jak jest teraz.

Wracając jednak do bieżącej sytuacji narastające problemy Śląska widoczne są gołym okiem na pustym stadionie. W 2015 roku frekwencja na Stadionie Miejskim we Wrocławiu wynosiła średnio 8741 osób na mecz (dane z raportu Ernest & Young z 2016 r.) przy pojemności stadionu 42 771 osób, co przy liczbie mieszkańców wynoszącej ponad 630 tys. w mieście czy ponad 1 milion w całej aglomeracji, jest wynikiem dramatycznym. A do tego należy dodać jeszcze kibiców z fan clubów oddalonych do Wrocławia.

Należy docenić szereg działań nowych pracowników marketingu: akcje dla dzieci, nauki kibicowania, odwiedziny w szkołach, występy muzyczne gwiazd przed meczami i w przerwie, organizacja festynu. To kierunki w dobrą stronę, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że dział marketingu miał zbyt małe wsparcie ze strony właścicieli.

3. WKS Śląsk Wrocław – klub odpowiedzialny społecznie.

Największym obecnym problemem WKS Śląsk Wrocław z biznesowego punktu widzenia jest aktualny fatalny wizerunek medialny Klubu. Najistotniejszą kwestią jest dostrzeżenie, że w gruncie rzeczy nie jest on związany z wynikiem sportowym. Niestety w tym aspekcie jest sporo pracy przed nami, a część mediów w procesie poprawy wizerunku nawet przeszkadza. Nie zgadzam się z tezą, że mecze Śląska związane są z burdami, gdyż ostatnie zamieszki, które kojarzą osoby rzadko zaglądające na stadion, to te z bitwy na ul. Grabiszyńskiej z kibicami Arki Gdynia z 2003 roku. To już 13 lat podczas których na stadionach zmieniło się niemal wszystko, ze stadionem włącznie. A każdy, kto zagląda za to częściej na stadion wie, że jest tam bezpiecznie. Śląsk nawet seryjnie zdobywał nagrody PZPN za najbezpieczniejszy stadion. Owszem czasem jest wulgarnie, atmosfera jest gorąca, ale na typowej „napince” i pyskówkach się kończy. A prawdą jest, że stadion to nie teatr. Ludzie kochają piłkę nożną ze względu na emocje, które ona przynosi i często po to idą na stadion, aby się wykrzyczeć, wyskakać, a później spokojnie wracają do domu. Nie wszyscy, to fakt, ale kto nie szuka guza, to go na meczach Śląska we Wrocławiu po prostu nie znajduje, za to szybciej może go coś nieprzyjemnego spotkać w Pasażu Niepolda w piątkowy wieczór.

Niemniej jednak to od właścicieli klubu zależy, jaki wizerunek uda się wykreować. Mi osobiście żal, że władze klubu nie zdecydowały się promować wizerunku „WKS Śląsk Wrocław- klub odpowiedzialny społecznie”.

Jeden z największych polskich klubów piłkarskich, tak jak każda szanująca się korporacja, musi mieć misję. A jej brak postrzegam jako elementarny brak w fundamentach zarządzania przedsiębiorstwem. Działania Klubu w ostatnich latach to tzw. pozorowany PR (nie mylić z marketingiem). Niby jest, niby działa, ale nie wybija się ponad przeciętność. A z potencjałem Śląska Wrocław można robić rzeczy naprawdę wielkie! W branży, gdzie najważniejsza są emocje, tożsamość i identyfikacja nie można przejść obojętnie wobec społecznych i socjologicznych aspektów samego futbolu, jak i ich ujęcia w strategii marketingowo-PR-owej.

Identyfikacja kibiców z klubem to podstawa, a przywdziewanie zielono-biało-czerwonych barw powinno napawać dumą. Jednak obecnie w Polsce, a we Wrocławiu w szczególności, kibice piłkarscy nie odznaczają się pozytywnym wizerunkiem. Należy więc systematycznie zmieniać stereotyp kibica Śląska. Kluczem do sukcesu jest kreowanie klubu odpowiedzialnego społecznie, który wykorzystuje swoją pozycję oraz zasięg do czynienia rzeczy dobrych. Jakkolwiek ckliwie by to nie brzmiało, to właśnie tak powinien brzmieć przekaz, a kreowanie pozytywnych skojarzeń i emocji powinno być priorytetem dla wszystkich pracowników i współpracowników WKS Śląsk Wrocław. Gdy zielona koszulka zacznie kojarzyć się z akcjami ratującymi życie, wspierającymi grupy defaworyzowane, działaniami edukacyjnymi o szerokim zasięgu, to ludzie przestaną wyzywać kibiców od „kiboli” i chuliganów. A podstawy do takiego wizerunku naprawdę już istnieją. Warto chociażby wspomnieć o świetnej robocie osób odpowiedzialnych za Klub Kibiców Niepełnosprawnych Śląska Wrocław czy akcje sprzątania cmentarzy przez kibiców Śląska. Warto, aby przekaz wynikający z takich akcji był wzmacniany przez klub. Wszak, gdy samo bycie kibicem Śląska będzie prestiżowe i po prostu modne, to chętnych do przybrania tych barw oraz wybrania się na stadion przybędzie.

I uwaga tak na koniec.

A tak na marginesie, to właściwie trudno stwierdzić, gdzie bije serce Śląska. Moje serce kibica podpowiada, że na Oporowskiej, lecz dla trampkarzy to już kompleks Stadionu Olimpijskiego, a zimą hala na Niskich Łąkach, bo przy siedzibie klubu młodzi gracze nie mają czego szukać. Teoretycznie powinien być to teraz Stadion Miejski, ale po trzech latach nie da się oprzeć wrażeniu, że wszyscy wciąż czują się na nim, jak na wyjeździe. Brak na nim elementów budujących identyfikację ze Śląskiem. Na ścianach szaro, piłkarze tam nie trenują, muzeum brak, a nawet jakiejś knajpy dla kibiców i nie tylko. Przecież to jest świetna lokalizacja dla restauracji-pubu z częścią muzealną i sklepikiem klubowym. Od lat budowa Muzeum Śląska Wrocław jest w powijakach i więcej o nim się słyszy niż realnie się dzieje. Dlaczego nie można zrobić stylowego lokalu, który łączyłby funkcje muzeum, sklepu klubowego oraz restauracji? Dobrze poprowadzony projekt takiego miejsca byłby źródłem dodatkowych zysków dla klubu, chociażby sam lokal gastronomiczny w tak świetnej lokalizacji broniłby się komercyjnie, a koszty związane z muzeum byłyby pokrywane z zysku. Miasto jest właścicielem Stadionu, klubu więc posiada wszystkie karty, aby Stadion Miejski na Pilczycach stał się miejscem magicznym.

Posiada też wszystkie karty w ręku, aby Śląsk Wrocław był wielki i był czymś więcej niż tylko klubem piłkarskim. Wizytówką i chlubą miasta oraz mieszkańców. Potrzeba tylko długoterminowego planu i konsekwentnej realizacji. A po jakimś czasie poważni i majętni inwestorzy sami zapukają do magistratu.

Autor:
Tomasz Owczarek

Tomasz Owczarek, Śląsk Wrocław - Lech Poznań 02.11.2014